Quo Vadis Polonia?

Z badań społecznych przeprowadzonych w 2016 roku na Litwie wynika, że tamtejsi Polacy pozytywnie zareagowali na lata rosyjskiej propagandy. Błędy litewskiej polityki wymierzone w polską mniejszość wpychają jej część w orbitę interesów Kremla. Również brak sensownej polityki wschodniej Warszawy oraz nieadekwatne reakcje Litwy na najdrobniejsze działania naszej dyplomacji w kwestii Polaków prowadzą do klinczu, którego beneficjentem może być tylko Rosja.

Czy naprawdę Polakom na Litwie bliżej do Moskwy niż Wilna i Warszawy ?

dr hab. Daniel Boćkowski: We wrześniu 2016 roku największy litewski portal Delfi.lt ogłosił wyniki badań przeprowadzonych w pierwszej połowie 2016 roku wśród przedstawicieli grup mniejszościowych na Litwie przez pracownię Baltijos tyrimai/Gallup. Wśród pytań znalazły się m.in. kwestie stosunku Polaków żyjących na Litwie do prezydenta FR Władimira Putina oraz aneksji przez Rosję Krymu. Jak wynika z informacji ujawnionych we wrześniu 2016 r. przez portal zw.lt w ankiecie wzięły udział osoby w wieku od 18 do 74 lat. 55 proc. respondentów stanowiły kobiety, najwięcej ankietowanych było w kategorii wiekowej 50-74 lata. 46 proc. uczestników badania to Polacy, 35 proc. – Rosjanie, 8 proc. – Białorusini, 6 proc. – Ukraińcy, 2 proc. – Żydzi i 3 proc. – osoby innych narodowości. 83 proc. ankietowanych urodziło się na Litwie. Badania prowadzono w pięciu samorządach: Wilna, rejonu wileńskiego, rejonu solecznickiego, Wisagini i Kłajpedy.

Polacy na Litwie popierają aneksję Krymu

Odpowiedzi, jakich udzielili ankietowani wskazują wyraźnie, że lata oddziaływania, szczególnie na starsze pokolenie tam mieszkających Polaków, propagandowych tub medialnych Kremla w postaci telewizji, rozgłośni radiowych i portali, przyczyniły się do przyjęcia przez wielu ludzi rosyjskiej narracji wydarzeń. Dzieje się tak z powodów czysto praktycznych. Wielu ludzi nie chce lub nie potrafi nadal posługiwać się sprawnie językiem litewskim, dlatego czyta, słucha i ogląda przekaz w języku rosyjskim. Dotyczy to zwłaszcza dwóch najważniejszych mniejszości – polskiej i rosyjskiej. Najlepszym przykładem jest stosunek Polaków do aneksji Krymu – 40,6% ankietowanych uznało, że Rosja miała do tego niezbywalne prawo oraz do prezydenta Rosji Władimira Putina – 64,6% ankietowanych stwierdziło, że im się podoba, a nawet bardzo podoba. Dodatkowo 63,8% ankietowanych Polaków, ku osłupieniu litewskiej opinii publicznej stwierdziło, że Rosja jest krajem przyjaznym Litwie. Stoi to w jawnej sprzeczności z nastrojami samych Litwinów, spośród których ponad 70% deklaruje, że Rosja jest wrogo nastawiona do ich kraju. Badania te i ich wyniki przeszły w Polsce bez echa. Z kolei na Litwie spowodowały ostre protesty Związku Polaków na Litwie oraz Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, które uznały, że dobór ankietowanych był tendencyjny.

Analizując te zastrzeżenia faktycznie daje się zauważyć pewną – nie wiem, czy celową – taktykę. Dobierając w taki sposób próbę badawczą autorzy mogli jeszcze przed opracowaniem wyników spodziewać się określonych wartości. Wiadomo nie od dziś, że postrzeganie historii przez dzisiejszych 60-70-latków jest krańcowo różne od postrzegania przez pokolenie, które urodziło się już po upadku ZSRR. Dotyczy to zarówno Rosjan, którzy w tym badaniu stanowili blisko 1/3 próby, jak i Polaków.

Czy rzeczywiście Putin jest lepszy od Grybauskaitė

Mimo to warto się zastanowić, co sprawiło, że tak wielu Polaków mieszkających na Litwie przyjęło taki, a nie inny punkt widzenia. Prorosyjskie sympatie sporej części z nich wynikają bez wątpienia z ich specyficznej pozycji w państwie litewskim, zbliżonych – w wielu sferach – interesów z mniejszością rosyjską (równie silnią i równie dobrze zorganizowaną), niezwykle skutecznego działania rosyjskiej propagandy oraz głębokich zaniechań ze strony Polski. Mówiąc o specyficznej pozycji mam na myśli generalny stosunek władz Litwy do mniejszości, a zwłaszcza Polaków i Rosjan. Do dziś wśród polityków litewskich daje się dostrzec ogromny kompleks Polski, strach przed naszym krajem jako jednym z czynników „dybiących” na suwerenność Litwy. Ma to się nijak do rzeczywistości, jednak odzwierciedla siłę i znaczenie realizowanej przez Litwę jej polityki historycznej. Przekłada się także na traktowanie Polaków na Litwie jako potencjalnego czynnika destabilizacyjnego, grupę wrogą interesom Litwy, która powinna zostać zneutralizowana i poddana „lituanizacji”.

Efekt takiej polityki jest oczywisty i widoczny gołym okiem. Części Polaków bliżej do mniejszości rosyjskiej, która trawiona jest podobnymi problemami. Powstaje swoisty sojusz w nieszczęściu i wsparcie w walce o swoje prawa z władzami litewskimi. Dzieje się tak także z powodu naszej polityki wobec litewskich Polaków. Władze w Warszawie starając się nie zaogniać napięć z naszym sąsiadem, w wielu przypadkach powstrzymują się od nacisków na Wilno, co i tak nie zmniejsza licznych fobii strony litewskiej. A ponieważ Rosja stara się bronić swojej mniejszości znaczenie sprawniej powstaje wrażenie, że sojusz Rosjan i Polaków przy wsparciu potężnego sąsiada ze wschodu pozwoli wreszcie utworzyć siłę, z którą będą musieli liczyć się litewscy politycy. Naturalnym efektem takich postaw jest dalszy wzrost nastrojów antypolskich i antyrosyjskich, bo Litwini patrzą na Polskę i Rosję przez pryzmat historii i swoich własnych kompleksów małego państwa na skraju UE i NATO.

Z kolei w Polsce mamy tak wiele napięć i problemów, że kwestie naszych mniejszości odchodzą na zdecydowanie dalszy plan. Brak nam też sensownej polityki wschodniej. Rosja doskonale orientuje się w tych wszystkich niuansach i przy pomocy rozwiniętej propagandy oraz doskonale prowadzonej wojny informacyjnej stara się destabilizować wewnętrzną sytuację na Litwie wykorzystując do tego mieszkających tam Polaków, którzy zmęczeni są różnorodnymi, nie mającymi żadnego sensownego wytłumaczenia antypolskimi posunięciami władz litewskich, narastającymi z chwilą, kiedy mniejszość polska i rosyjska zaczęły stawać się zauważalną siłą polityczną.

Polacy – nielojalny komponent litewskiego społeczeństwa?

Dlatego tak istotne dla naszej polityki wobec Litwy jest odpowiedź na pytanie, czy prorosyjskie (prokremlowskie) postawy Polaków na Litwie stanowią zagrożenie dla wzajemnych relacji, czy też tego typu oceny Rosji są naturalną reakcją w sytuacji narastania na Litwie tendencji do (poniekąd siłowego) wchłonięcia i zneutralizowania mniejszości, przynajmniej polskiej? Jeśli przyjmiemy, że wyniki badań przeprowadzonych przez pracownię Baltijos tyrimai/Gallup dowodzą narastania problemu lojalności mniejszości, dojdziemy do niepokojącego założenia, że Polacy na Litwie mogą być postrzegani jako zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego tego kraju, na dodatek będąc pod wpływem zarówno Warszawy, jak i Moskwy.

Jeśli zgodzimy się na narrację litewską możemy rzeczywiście znaleźć się w nieciekawej sytuacji, kiedy pozbawieni wsparcia ze strony Warszawy Polacy zaczną coraz ściślej współpracować z Rosjanami, ci zaś realizować długofalową politykę Kremla opartą na osłabianiu wewnętrznym i skłócaniu ze sobą krajów wschodniej flanki NATO i UE. Pamiętajmy, że Rosja w swojej doktrynie obronnej ma wpisaną ochronę wszystkich Rosjan poza granicami FR. Litwa nie może sobie pozwolić na sytuację, kiedy to Kreml stanie się jedynym gwarantem swobód mniejszości, a im bardziej histerycznie i nerwowo będzie reagować na jakiekolwiek działania Polski w tej sprawie tym bardziej będzie wpychać Polaków w objęcia Putina.

W momencie, kiedy władze litewskie nie potrafią przeciągnąć na swoją stronę Polaków mieszkających na Litwie, jedyną sensowną siłą mogącą przypominać im, że Rosja to nie przyjaciel a potencjalne zagrożenie jest Warszawa. To jednak wymagałoby wywrócenia dotychczasowej polityki litewskiej, co na pewno nie byłoby na rękę dla Kremla. Im głębsze konflikty polsko-litewskie tym lepiej oddziałuje rosyjska propaganda. Tym skuteczniejsza jest rosyjska wojna informacyjna skierowana zarówno w stronę Polski, jak i Litwy. Pamiętajmy, że dziś Rosja niezwykle chętnie wspiera, nieoficjalnie steruje oraz wzmacnia skrajnie narodowe grupy w całej Europie, w tym także na Litwie i w Polsce. To one są najlepszym gwarantem niedopuszczenia do zmiany wektorów politycznych. Polska mniejszość na Litwie i jej rzekoma prorosyjskość (jak wynika z badań) jest jednym z katalizatorów dostarczających energii dla podsycania tego typu napięć. Kiedy nie ma sensownych programów polskojęzycznych ani działań zmierzających do wspierania kultury i języka polskiego, które silniej łączyłyby tych ludzi z Polską, zaś język litewski dla starszego pokolenia nie jest i nie będzie kluczowym, sięganie po kanały rosyjskie jest całkowicie naturalne. A ponieważ rosyjska propaganda jest na najwyższym poziomie, kremlowska wizja świata okazuje się w swym przekazie spójna i logiczna. Teraz będą to kwestie Krymu, z czasem, możliwe, że kwestie praw mniejszości, gdzie znów gwarantem nie będzie Warszawa a Moskwa. Pamiętajmy, że rosyjski punkt widzenia potrafi się przebić w krajach Europy Zachodniej i w USA, gdzie siła oddziaływania miejscowych mediów oraz wyrobienie polityczne jest znacznie wyższe. Władze Litwy nie poradzą sobie z tym problemem mnożąc linie podziałów. Prędzej skażą się na jeszcze głębsze konflikty.

Co dalej z polską polityką wobec litewskiej Polonii?

Czy Polska ma do odegrania jakąś rolę? Oczywiście, że ma. Na razie jednak nie wiadomo, czy aktualna władza ma pomysł co robić i jak. Nie możemy działać z pozycji hegemona, a takie wizje ma PiS marząc o Międzymorzu. Poza tym jesteśmy między młotem i kowadłem, bo im silniejszy będzie nasz przekaz do polskiej mniejszości na Litwie, im bardziej będziemy się starali ją wspierać i próbować wyrwać spod rosnących wpływów rosyjskiej propagandy tym ostrzejsze protesty i działania odwetowe mogą spaść na nas i Polaków na Litwie ze strony Wilna. A im głębszy będzie konflikt, tym więcej zyska Rosja, zapewne podbijając jeszcze napięcie po obu stronach granicy przy pomocy internetowych trolli, fikcyjnych informacji, rozpuszczanych plotek i kłamstw. Aby temu zapobiec należałoby dokonać obustronnego, całkowitego resetu dotychczasowej polityki, to jednak w aktualnej sytuacji politycznej na Litwie i w Polsce wydaje mi się całkowicie niemożliwe.

dr hab. Daniel Boćkowski

Tekst pochodzi ze strony http://fundacjapoint.pl/
Trwa ładowanie komentarzy...